AKTUALNOŚCI WSPÓŁPRACA PARTNERSKA

Druga strona o(d)powiada – wymiana okiem mogielniczan

Niektórzy zachłannie gromadzą kamyki znalezione na plaży, inni kolekcjonują fotografie, a CI, którzy potrafią i chcą, karty pamiętników zapisują.

Od czwartej klasy staram się wśród moich wychowanków zaszczepić myśl o prowadzeniu dziennika z własnymi zapiskami. W zeszłym roku nie obyło się bez przymusu i wszyscy wieczorami w srokowskiej szkole spisywali refleksje w swoich mazurskich pamiętnikach. W tym roku zachęcałam, motywowałam, jednak nie nakazywałam… Kilkoro moich podopiecznych wyposażyło się w potrzebny oręż i oprócz górskich trepów do walizki spakowało zeszyt oraz przybory do pisania. Na własne oczy widziałam ich ślęczących wieczorem w Wołkowyi nad kartką papieru. Cudowny widok! Dla polonisty…oczywiście:)

A dlaczego tak uparcie trwam na stanowisku zaganiacza/namawiacza lubo też łapacza słów?

Kiedyś próbowałam odpowiedzieć sobie na pytanie, co wyniosłabym z płonącego domu, jeśli miałabym możliwość ocalenia jednej jedynej rzeczy…

STARE PUDEŁKO PO RELAKSACH, w którym rodzice umieścili mój posag, gdy opuszczałam rodzinne sioło i przenosiłam się pod opiekę męża, by osiąść na Podkarpaciu. Pudło jak pudło, buty były świetne, ale wnętrze…tylko dla mnie zrozumiałe i odgadnione. Kartki, karteczki, karteluszki, wycinki, śpiewnik, pieczątki górskie, zapiski urwanych myśli w małym notesiku młodziutkiej dziewczyny, którą już nie jestem. Jakaś lalka szmacianka, parę uschniętych kwiatków, przedziwnych kształtów kamienie. Najpiękniejsze skarby z dzieciństwa, dzięki którym pamiętam, co czułam, zdobywając Turbacz lub gdy wyciągałam pierwszą w swoim życiu rybę złowioną pod czujnym okiem taty gdzieś tam nad Rożnowem. W tle mama, wiecznie coś pakująca, no i brat, siostra, ukochany pies – Dżeki… Z zachłannością przyglądam się tej pudełkowej pannie i wciąż nią zadziwiona jestem.

Pudełko najdroższe na świecie, a tylko z tektury…

 

Z PUDEŁEK MOGIELNICZAN

Wspomnienie Pani Marty Włodyki

Mazury w góry!

Herbata stygnie, a ich nie ma… po północy przyjechali:), czekaliśmy na to spotkanie cały rok szkolny, na każdej wywiadówce planowanie, wymiana pomysłów. Spodziewałam się dzieci, a przywitali nas młodzi ludzie. Trochę zmęczeni, ale uśmiechnięci, w zielonych chustach na szyi, czy ja naprawdę w domu zostawiłam takie dorosłe dziecko? Po powrocie podejrzliwie patrzę na swoją córkę, no tak, kropka w kropkę, wiek ten sam i wzrost też.

W poniedziałek jadą w Bieszczady, żegnam ich smutnym wzrokiem na przystanku MPK, ach, jakbym chciała rzucić to wszystko i uciec z nimi! Wracają w środę, opaleni, szczęśliwi, aplikacje Endomondo  przekroczyły rekordowe słupki wychodzenia. Pytam syna, co jedli? Pamięta  krupnik  i schabowego: swojego, Franka i Aleksa.

W czwartek Święto Bożego Ciała, w kościele w Mogielnicy dwie pierwsze ławki zajęte przez zielone chustki, przygotowujemy obiad: podkarpacki żurek, grill ogólnopolski i domowe wypieki, a pani Gosia  – mama Ani – prowadzi warsztaty plastyczne, na których powstają niebiesko – białe poduchy z herbem Rzeszowa. I jeszcze niespodzianka: każda rodzina dostaje prezent prosto z Mazur, najbardziej podoba mi się oryginalny kalendarz, który zostaje zawieszony na honorowym miejscu w kuchni. Będę na niego patrzeć cały rok, bo Hania, Patryk i Michał przekonali mnie, że Mazury to nie tylko komary i deszcz. Pomysł wyprawy rowerowej kiełkuje w mojej głowie, ciekawe co na to moje dzieci i mąż? I nasze rowery? Googluje szlak green velo, i od razu drukuję, bo lubię patrzeć na swoje marzenia, a na koniec roku upiekę piernik kętrzyński, żeby jeszcze poczuć, jak to marzenie smakuje.

Dziękuję Wam Mazury, nie tylko podróże kształcą, gościna także potrafi obudzić ciekawość  i głód przygody. I jeszcze dziękuję za koncert Jednego Serca, Jednego Ducha,  nie wiedziałam do końca, po co tam idę, ale znalazłam dokładnie to, czego potrzebowałam:).

Wspomnienie Ani

Od paru dni byłam przygotowana na to, że będą na nich czekać w szkole. Mama zdecydowała o 23:10, że jednak nie pojedziemy ich przywitać. A ja, jak to ja –popłakałam się. Byłam bardzo zła na mamę.

Wspomnienie Ani

Byłam w szkole już o 6:50. Za niedługo przyjechała Julka. Ja, Julka i Asia ugadywałyśmy się, że Julka pożyczy nam fenistil na ugryzienia komarów. Rozmawiałyśmy godzinę. W końcu nadeszła godzina 8:45, czas na zbiórkę. Pan Dyrektor przywitał naszych gości. Potem pomagaliśmy w zapakowaniu walizek. A o 11:30 wyjechaliśmy w Bieszczady. Nareszcie.

W czasie podróży zrobiliśmy przerwę i chwilę zwiedzaliśmy. Moja czapka nie tylko była na mojej głowie, ale i też na głowie Wiśni, który ciągle mi ją zabierał. O 15:00  dotarliśmy do Prządek, a tam lekcja geografii i biologii na łonie natury. O 18:00 nareszcie !!!!!BIESZCZADY!!!!! Koło godziny 19:40 odbyły się podchody matematyczne. Śpiewaliśmy super fajne piosenki. Poszliśmy  spać dość późno.

Wspomnienie Asi

Wstałam ok. 7:30, pierwsza! A Jula ostatnia. Po ogarnięciu się, poszliśmy do tego samego baru („Kuźnia’’) . Zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy do sklepu, a potem w Bieszczady. Szliśmy na Połoninę Wetlińską. I co tu mówić, ponad 20 km pieszo, (nie wszyscy doszli na szczyt). Po powrocie z gór czekały na nas  brawa. I znowu zakupy. Obiad w tym samym miejscu. Iii… poszłam kąpać się pierwsza! Gdy wyszłam,  pobiegłam na ognisko. Rozmawiałam z Wiśnią, śpiewałam, ale kiełbasy nie jadłam. Mała kłótnia, nazwisk nie napiszę. Ja i Jula chyba przez 20 minut miałyśmy taką bekę! Śmiałyśmy się tak, że aż chłopcy do nas zaglądali! Ok 23:00 zasnęłam.

 Wspomnienie Natalki

Dzisiaj o godz. 10:00 brałam udział u procesji z okazji Bożego Ciała, ale msza odbyła się o 9:00.

Około 10:30 procesja się zakończyła, a ja pojechałam do babci po bigos. Za chwilę pojadę z tatą, mamą oraz Emilką na grilla, który będzie w szkole. Jak wrócę do domu, to opiszę, jak było.

Jest już 17:40, a ja niedawno wróciłam z grilla. Było bardzo dużo osób oraz wiele jedzenia. Pod koniec okazało się, że została zorganizowana impreza urodzinowa dla Artura, ale my też dostaliśmy prezenty. W mojej torebce znajdował się miód i breloczek z wielorybem. Gdy siódma klasa pojechała do Rzeszowa, to ja, Oliwka druga Oliwka, Julka, Aleks, Ania oraz Zuza bawiliśmy się na placu zabaw. W szkole odbyły się też warsztaty plastyczne z mamą Ani. Robiliśmy poduszki z herbem Rzeszowa. Pod koniec warsztatów  przyszła moja mama z Emilką, ale zaraz pojechały do domu. Około 16:30 wróciłam do domu, a o godz.19:00 zjawiłam się znów pod szkołą i razem z Julką oraz jej tatą pojechaliśmy na koncert Jednego Serca Jednego Ducha. Późno wróciliśmy wszyscy  do Mogielnicy.

Wspomnienie Aleksa

W czwartek o 9:00 była liturgia w kościele, czyli Boże Ciało. Msza trwała jakieś 2 godziny. Gdy przyszliśmy do szkoły, panie Małgosia i Marta przygotowywały żurek podkarpacki dla srokowian. Niektórzy z naszej klasy też zjedli. Po smakowitym posiłku poszedłem pomagać przy organizacji grilla. Wszystko było rozkładane. O 13:30 odbyły się warsztaty z panią Gosią, szyliśmy poduszki w kształcie herbu Rzeszowa. Potem były kiełbaski i bardzo dobre ciastka przygotowane przez rodziców naszej klasy. Po grillu, jak ktoś chciał, zapisywał się na koncert w Parku Sybiraków.

Wspomnienie Zuzi

Z okazji Dnia Dziecka pojechaliśmy do Siedliska Janczar. Tam jeździliśmy na kucykach i w bryczkach. Uczestniczyliśmy także w zajęciach plastycznych, robiliśmy filcowe koniki na patyku. Prowadząca urządziła konkurs na najładniejszego, wybrała mojego. W nagrodę dostałam lody. Było super!!!

Tym razem pojechaliśmy do Łańcuta, tam wstąpiliśmy do parku i zamku. Mieliśmy tam super lekcję o Izabeli Lubomirskiej i jej życiu. Pani opowiadała bardzo ciekawie. Dowiedzieliśmy się, że Izabela interesowała się kolekcjonerstwem (podobnie jak jej mąż), więc na koniec mogliśmy pobawić się w licytację cennych przedmiotów: waz, kielichów, obrazów, rzeźb, a nawet sarkofagów. Płaciliśmy dukatami (czyli pchełkami) i dostawaliśmy zdjęcia zakupionych okazów. Chociaż moja grupa przegrała i tak było fajnie!

Ten dzień był jednym z najlepszych i najgorszych. Była to ostatnia noc z Mazurami. Odbywało się nocowanie w szkole. O 1:00 po północy śpiewaliśmy „przy ognisku” (przy latarce), zakończyliśmy o 2:00, ale i tak w sali dziewczyn z naszej klasy tętniło życie. Wreszcie się położyłam, ale wstałam o 4:00 nad ranem, weszłam do sali chłopaków, spali jak zabici. Otworzyłam krem i zaczęłam ich wszystkich smarować, ale i tak żaden się nie obudził. Mama przyszła po mnie o 4:10 i zabrała mnie do domu. Położyłam się spać i zasnęłam.

Kiedy żegnaliśmy się z Mazurami, poleciały mi wielkie łzy, szkoda, że musieli już jechać.

 

Podziękowania

Dla Pana Dyrektora – za dofinansowanie wymiany i otwartą szkołę

Dla Pani Marzeny Bardzik – za opiekę, wsparcie, mądre rady

Dla firmy Rembud – sponsora atrakcji z okazji Dnia Dziecka w Siedlisku Janczar

Dla Pani Małgorzaty Strzępek – za plany, pomysły, zakupy, instruktaż i wykonanie z dziećmi pamiątek z Podkarpacia

Dla Pani Marty Włodyki – za ukiszenie żuru i przepiękne opowieści o tradycjach Podkarpacia

Dla Pana Sławomira Warzochy, Pana Krzysztofa Łakoty oraz Pana Sławomira Ceglarza – za pomoc w rozłożeniu grilla i jego obsługę oraz liczne prace porządkowe

:)Dla Firmy Regionalnej Rodzice Piątoklasistów, w składzie:

Państwo Bogaczowie, Państwo Ceglarzowie, Państwo Dudkowie, Państwo Iwaszkowie, Państwo Konopkowie, Państwo Krzanowscy, Państwo Łakotowie, Państwo Milewiczowie, Państwo Mrozowie,  Państwo Rakowie, Państwo Tomoniowie, Pani Strzępek, Państwo Warzochowie, Państwo Wilczyńscy, Państwo Włodykowie, Państwo Zapartkowie,

za przywożenie, odwożenie, dowożenie, zarwane noce, przenoszenie, przynoszenie, pieczenie, dźwiganie, szatkowanie, grillowanie, przygotowanie kanapek, babeczek, ciast, sałatek, towarzystwo podczas koncertu…i za obecność:).

Brak mi słów ODPOWIEDNICH, a może i zdolności krasomówczych,  by oddać moją wdzięczność. Znam jednak jedno proste, zdolne ją pomieścić. Głośno je w tym miejscu pragnę wypowiedzieć: DZIĘKUJĘ!

 

Powiązane wpisy